piątek, 9 grudnia 2016

Pobieranie krwi

Znalazłam nieopublikowany post sprzed kilku miesięcy. Jestem pewna, że aktualny. Niebawem będą nowe.
Nie trzeba jednak chodzić do pracy, żeby znaleźć natchnienie. Niestety. Zwykła wizyta w laboratorium i pobieranie krwi może być źródłem przeżyć, o których napisać po prostu trzeba. Wystarczy, że w takim miejscu pojawia się dziecko.. Zwyczajne, lat około sześciu, może siedmiu z dwojgiem rodziców, którzy z całą pewnością chcą dobrze, przecież gdyby nie kochali i się nie troszczyli to by ich tam nie było. Problem w tym, że dziecko aż się trzęsie ze strachu. Jest po prostu przerażone, na granicy histerii. I nikt, absolutnie nikt nie wie, co z nim zrobić, jak pomóc, jak sprawić, żeby cała ta sytuacja była znośna dla wszystkich zainteresowanych. Bo przecież wszyscy chcą dobrze – i dziecko i rodzice i młodziutka, przesympatyczna laborantka, która naprawdę chciałaby pomóc, ale po prostu nie ma pojęcia co zrobić może. Nikt jej tego nie uczył, nikt z nią o tym nawet nie rozmawiał. Czy ktoś w ogóle szkoli służby medyczne z obchodzenia się z małymi pacjentami? Chyba nie, prawda?
A zrobić można sporo. Po pierwsze dać dziecku czas. Nie prowadzić na siłę za rękę do gabinetu. Może jak zobaczy, że dwie, czy trzy osoby przed nim nie wyją z bólu, nie krzyczą, to będzie łatwiej. Może warto samemu dać sobie pobrać krew? Morfologia raz na jakiś czas nie zaszkodzi, a dziecko będzie widziało, że rodzic daje radę, nie boi się i nie mdleje. To może dać trochę uspokojenia, choć nie musi. Jeżeli jednak rodzic sam się boi, lub źle reaguje na widok krwi, to lepiej, żeby poszedł rodzic drugi. Bojący się rodzic to najgorsze, co może dziecko spotkać – zacznie się spirala lęku, która może skończyć się prawdziwą histerią.
Przed wizytą, przed zarejestrowaniem porozmawiaj z dzieckiem o tym, co je spotka. O tym, że czasem boli, nie bardzo ale boli – trochę, jak przy szczepionce, ale może nawet mniej. Nie mów dziecku, że nie będzie bolało, bo to nie prawda. Po pierwsze przebijanie skóry igłą raczej boli, po drugie nigdy nie wiesz, jaki prób bólu ma dziecko, jaką ma tolerancję i nawet, jeżeli dla Ciebie to jak ugryzienie komara, to dla dziecka niekoniecznie. Powiedz mu także, że może się bać. Strach jest naturalny, bo to, co je czeka jest nieprzyjemne. Powiedz, że może płakać. Płacz to nic złego, gdy się boimy, a naprawdę lepiej mieć na fotelu płaczące dziecko, które pozwala sobie wbić igłę, niż takie, które się wyrywa i robi sobie krzywdę.
Pozwól dziecku decydować. Często może woleć pobieranie krwi z palca, niż z żyły. Warto je jednak uprzedzić, że trwa to dłużej i jeżeli chce mieć to szybko za sobą, to z żyły będzie szybciej. Pozwól dziecku siedzieć na swoich kolanach i mocno je przy tym tul, chyba, ze nie chce. Powiedz mu, ze jeżeli chce może odwrócić głowę i wcale nie patrzeć na to, co się dzieje – ty i Pani laborantka o wszystko się zatroszczycie.
Nie tłumacz za wiele, w ogóle nie mów bez przerwy. Nie przywołuj poprzedniego razu, gdy dziecko nie płakało. Wtedy było wtedy, teraz jest teraz. Może wtedy miało lepszy dzień, a może nie płakało, bo było tak przerażone, że nawet płakać nie mogło. Nie odwołuj się do ustaleń w rodzaju „obiecałeś nie płakać”. Dziecko nie potrafi sobie wcześniej wyobrazić, co będzie czuło. Samo jest często zaskoczone swoją reakcją i samo jej nie opanuje. A na pewno nie zrobi tego pod wpływem racjonalnej argumentacji. Ty tez nie pozbędziesz się lęku wysokości/klaustrofobii/arachnofobii/agorafobii czy czegokolwiek innego (choćby lęku przed osami i szerszeniami) bo jest nielogiczny. Lęk sam w sobie jest nielogiczny bo pochodzi z prymitywnych struktur podkorowych i czasem nawet nasz dojrzały mózg nie potrafi sobie z nim poradzić.
Nie mów o sobie, ani o innych. Dziecko nie jest gotowe o tym słuchać. Mów o nim, o tym, że niełatwo pokonać strach i trzeba być naprawdę dzielnym, by mimo strachu wejść i pozwolić się kłuć. Przypomnij inną sytuację, gdy dziecko tez się bało, ale udało mu się przełamać – może była to wizyta u okulisty z zakraplaniem oczu, może u dentysty? Odwołanie się do przeżyć, w których dziecko stanęło na wysokości zadania może pomóc mu i teraz znaleźć siłę.
No i na koniec najtrudniejsze. Rozumiem, ze jest kolejka, rozumiem, że ludzie patrzą, ale spróbuje głęboko oddychać i się nie denerwować. Jeżeli ktoś bywał ze swoim dzieckiem w takim miejscu, to zrozumie. Jeżeli nie, i nie potrafi zrozumieć strachu dziecka, to naprawdę nie ma sensu się nim przejmować. Jemu nic nie pomoże. Jeżeli ktoś się śpieszy możecie go po prostu przepuścić. T dziecko w tym momencie potrzebuje empatii na nim warto się skupić. Dorośli sobie poradzą.
Podobnie podejść można do dentysty, fryzjera, czy wszelkich innych miejsc, których dziecko może się bać i często rzeczywiście się boi. Bo to normalne, że się boi i ma do tego pełne prawo. My też.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz